Jeśli edukacja to trochę niewygodnej prawdy.

  Zainteresuj tematem więcej osób:


Strona 1 z 9

Jedwabnik 13-05-18 22:21

Żyd Szmul Wasserstein był jednym z głównych oskarżycieli Polaków w sprawie zbrodni w Jedwabnem.

Jest tylko jeden drobiazg.

Nie było go wtedy w Jedwabnem.

Uciekł wcześniej, i ukrywał się przed Niemcami, schowany i uratowany przez...

...tak jest. Polaków.

Dzięki, Polaki, za uratowanie mi dupy, ale teraz wybaczcie, pora na mnie. Muszę ruszać w świat, oczerniać Polaków, wymyślać obrzydliwe historie na wasz temat i robić z was krwiożerczych bandytów. Gross już czeka na moje baśnie.

Żyd Eliasz Grądowski to inny autorytet w sprawie polskich antysemitów. Szczegółowo opisywał jak polscy mordercy rabowali pożydowskie mienie w Jedwabnem. Na podstawie jego zeznań, Gross zrobił z Polaków złodziejów.

Jest tylko jeden problem.

Grądowskiego nie było wtedy w Jedwabnem.

Odsiadywał w Rosji wyrok za...

...kradzież.

Podpierdolił patefon.

Złodziej wyszedł z więzienia, po czym zaczął wyzywać Polaków od złodziejów. Na podstawie wydarzeń, których nie widział na oczy.

Po przedstawieniu dowodów na jego pobyt w więzieniu za kradzież, jego wersję zeznań wyśmiał nawet komunistyczny sąd.

Gross, syn żydowskiego komunisty, w przeciwieństwie do bolszewików, nie wyśmiał jego zeznań, o nie. Wziął je bardzo serio. Na ich podstawie spłodził książkę ,,Sąsiedzi", która zyskała międzynarodowy rozgłos.

Lemingi, pożeracie ją masowo. Obliżcie teraz swoje brązowe wargi.

Zostawcie trochę muchom.

Zajumane z "Raz prozą, raz rymem - walczymy z propagandowym reżimem"

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 13-05-18 22:34

Binjamin Wilkomirski. W roku 1995 stał się prawdziwą szychą na salonach. Napisał książkę o swoich przeżyciach z holokaustu. Jak podaje Ireneusz Lisiak, jeden z jej fragmentów dotyczył ataku Polaków na... sierociniec, w którym mieszkał Wilkomirski. Bo przecież co by to była za książka o holokauście, bez wątku krwiożerczych Polaków.

Jego książka wzbudziła zachwyt. Przetłumaczono ją na 12 języków. Wszystkie światowe lewicowe media pieją nad jej wspaniałością, przechodzi do kanonu. Zdobywa wiele nagród. Wśród nich - Prix Memoire de la Shoah we Francji, Jewish Quarterly w Wielkiej Brytanii i National Jewish Book Awards w USA.

Wilkomirskiego rozpoznała też, i potwierdziła jego wersję, inna ofiara holokaustu - Laura Grabowski. Wystąpiła w programie opiniotwórczej Oprah Winfrey (amerykańska Kuba Wojewódzki) i potwerdziła na oczach wzruszonej Oprah i milionów telewidzów, że rozpoznaje Wilkomirskiego i 50 lat temu widziała go w Auschwitz. Mieli wtedy po dwa lata, ale to nie szkodzi. Doskonale się pamiętają. Zresztą, to przecież normalne. Nie powiesz mi chyba, że za 50 lat nie rozpoznasz na ulicy kogoś, kogo jako niemowlak widziałeś, gdy był niemowlakiem.

Ja co chwilę słyszę na ulicy rozmowy typu:
- Przepraszam, pamięta mnie pan? Zgorzelec, październik 1964, kolejka do mięsnego! Mama trzymała pana na rękach a ja siedziałem w wózku!
- No k**wa ziomal, jeszcze pytasz?! Zazdrościłem ci tego wózka jak cholera! Pamiętam też, że Twoja mama kupowała wtedy słoik smalcu i 20 deko kaszanki.
- A nie 25...?
- Na sto procent 20, pamiętam jak dziś!
- Doobra, nie będę się kłócił.

Wracając do tematu - lewicowa brytyjska BBC podchwytuje wątek. Nagrywa koncert zorganizowany w synagodze Beverly Hills 19 kwietnia (Dzień Pamięci o Holokauście). Wilkomirski gra w nim na klarnecie, Laura Grabowski śpiewa utwór ,,Oda do tych najmniejszych". Dwie ofiary holokaustu na jednej scenie, po latach. Wzruszenie sięga zenitu. Łzy lecą siurkiem. Lewica w sztosie.

To tyle jeśli chodzi o lewicową, alternatywną rzeczywistość. Teraz fakty.

Wilkomirski nigdy nie był więźniem żadnego obozu.

Nie jest nawet... Żydem. Nazywa się Bruno Dössekker.

Wojnę, jako małe dziecko, spędził w Szwajcarii. W dostatku. Niczego mu nie brakowało.

Jeśli kiedykolwiek był w okupowanej lub wolnej Polsce, to jedynie jako turysta.

W swojej książce opisuje widziane oczami dziecka historie, z których niektóre wydarzyły się... zanim się urodził.

Zdemaskowania jego kłamstw, krok po kroku, podjął się szwajcarski historyk, który - początkowo odsądzany od czci i wiary, oskarżany o bluźnierstwo i negowanie holokaustu - zdołał dowieść ponad wszelką wątpliwość, że książka ,,Wilkomirskiego" to od początku do końca wymyślony stek bzdur, efekt bujnej, chorej wyobraźni autora. Wydawca książki wycofał się z dalszego publikowania jej. Melvin Jules Bukiet, syn osoby ocalonej z holokastu, nazwał go przykładem pragnienia na siłę bycia ocalonym z zagłady, w swojej najobrzydliwszej formie.

Laura Grabowski, czyli koleżanka Wilkomirskiego? Naprawdę nazywała się Laurel Rose Willson. Jako Lauren Stratford napisała 3 książki, z których najsłynniejsza - ,,Podziemie Szatana" - dotyczyła jej przeżyć z młodości, kiedy to rodziła dzieci na rytuały dla satanistycznej sekty.

Kiedy okazało się, że jej wypociny to stek bzdur, skompromitowana pisarka pod zmienionym nazwiskiem wykreowała się jako Laura Grabowski, ofiara holokaustu. Do swojego programu i mainstreamu zaprosiła ją, wspomniana już, Oprah Winfrey.

Pobierała tysiące dolarów z funduszu dla ofiar holokaustu.

Ale i tę wersję nieszczęsnej kobiety zdemaskowano. Jeśli kiedykolwiek była w obozie w Auschwitz, to tylko pod warunkiem, że przed wejściem kupiła bilet wstępu.

Zresztą, nie była w Polsce nawet w roli turystki, bo nigdy nie opuściła granic USA.

Zanim zmarła w 2002 roku, wyszło na jaw, że od wielu lat miała poważne problemy psychiczne, okaleczała się i groziła samobójstwem.

Wnioski z historii tych dwoje są równie oczywiste, co przerażające.

Żeby wejść na lewicowe salony, żeby wtargnąć do mainstreamu, żeby z dnia na dzień stać się gwiazdą i nagradzanym literackim autorytetem, możesz być czubkiem. Kompletnym świrem. Zaawansowanym schizofrenikiem. Kimkolwiek.

Warunek jest tylko jeden.

Zrób z siebie żydowską ofiarę, podążaj za lewicową narracją, a jeśli jeszcze nasrasz na Polskę i jej historię, miejsce w panteonie gwiazd masz gwarantowane.

Zajumane z "Raz prozą, raz rymem - walczymy z propagandowym reżimem"

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 13-05-18 22:45

Kolejna antypolska akcja w muzeum POLIN, na które z naszych podatków poszło ponad 90 milionów złotych. Tym razem - promocja kolejnej antypolskiej książki Barbary Engelking, byłej żony Michała Boniego.

To ta, która na temat śmierci powiedziała jedne z najbardziej szokujących słów jakie kiedykolwiek usłyszano w debacie publicznej: ,,Dla Polaków śmierć to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z najwyższym". Czyli że Żydzi według niej umierali, a Polacy zdychali. Po takich słowach tej kobiecie powinno się w trybie pilnym odebrać paszport, obywatelstwo i prawo do pobytu w kraju - gdyby była mowa o faktycznie szanującym się kraju, ale cóż: to Polska. To XXI wiek. Tu jej za to prędzej grozi pomnik niż deportacja.

Engelking napisała następną antypolską książkę opisującą złych Polaków prześladujących wspaniałych Żydów, i to kolejna okazja dla muzeum Polin, żeby siać antypolską propagandę. Bo to muzeum nie powstało dla dialogu. To muzeum powstało dla skrajnie zakłamanego monologu. Wydano potworne pieniądze z naszych podatków, żeby pluć nam w twarz i przedstawiać skrajnie propagandową wersję historii.

Ktoś to musi odkręcać i pokazywać drugą stronę medalu.

,,Następnego dnia rano niemiecki oficer, który poprzedniego dnia rozmawiał z matką i ze mną, szedł w stronę stojącego motocykla z przyczepą. Miał zamiar zapalić silnik, kiedy nieoczekiwanie podszedł do niego Żyd mieszkający niedaleko naszej ulicy i poprosił o leżącą w przyczepie motocyklowej bluzę od polskiego wojskowego munduru. Niemiec nic nie mówiąc sięgnął po nią i dał mu ją. Po chwili wetknął kluczyk do stacyjki i chciał już odjechać, kiedy zauważył, że Żyd zaczął ostentacyjnie odrywać od munduru guziki wojskowe z polskimi orzełkami, a następnie rzucać je na ziemię i deptać nogami. Oburzony tym uczynkiem niemiecki oficer podszedł do Żyda, następnie wymierzył mu siarczysty policzek i wyrwał z rąk jego darowaną mu poprzednio bluzę i ze złością rzucił do przyczepy, a Żydowi kazał podnieść z ziemi guziki i również wrzucić je do przyczepy. Po czym oficer zapalił motor i odjechał za innymi Niemcami. Przypatrywałem się temu zajściu z moimi kolegami. Uznaliśmy, że niemiecki oficer słusznie ukarał Żyda za jego niecny postępek. Biliśmy brawo odjeżdżającemu oficerowi. Skarcony Żyd z opuszczoną głową opuścił miejsce zajścia. Nagle wszystkim nam zrobiło się przykro, gdyż zrozumieliśmy, że i Żyd pojął, jak haniebnie postąpił. Znaliśmy go od dawna. Przed wojną był lojalnym obywatelem wobec władz polskich i nieźle mu się powodziło. Ta niczym nie uzasadniona demonstracja nienawiści odegrana przed niemieckim oficerem budziła w nas nie tylko niezrozumienie, ale i wielką odrazę." (Adam Żarski, ,,Okupacyjne wspomnienia").

(Całość tekstu dostępna tutaj: www.razproza.pl/uncategorized/druga-strona-medalu/ )

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 13-05-18 22:55

Feliks Tych. Żyd.

Wojnę - jak wielu mu podobnych - przeżył tylko i wyłącznie dzięki niebywałemu heroizmowi Polaków (konkretnie: katolików), którzy zdecydowali się uratować mu życie, narażając własne. Co robi Tych z wdzięczności dla Polski, wobec której ma od tej pory dożywotni dług? Wstępuje do polskiego podziemia i walczy o niepodległość Polski.

Żartowałem.

Wręcz przeciwnie. Jeszcze się wojna nie kończy, a on już wstępuje do komunistycznego Związku Walki Młodych, walczącego zarówno z hitlerowskim okupantem, jak i... z polskim podziemiem niepodległościowym.

Kończy się wojna, Tych kończy 19 lat i wstępuje do PZPR. Został uratowany przez Polaków przed nazistowskim okupantem Polski, więc w ramach wdzięczności służy drugiemu okupantowi Polski - komunizmowi. Studia podyplomowe robi w Moskwie.

W 1968 komuniści odwracają się od swoich żydowskich sojuszników i wypowiadają im wojnę. Oburzeni i zaskoczeni takim obrotem spraw Żydzi strzelają focha, niektórzy z nich zaczynają nawet walkę ze zdrajcami wspólnej sprawy i, musząc odnaleźć się w nowej sytuacji, przechodzą do obozu antykomunistycznego.

Ale nie Feliks Tych.

Polscy komuniści napluli mu w 1968 w twarz i na fali antysemickiej nagonki wywalili go z Polskiej Akademii Nauk? Nie szkodzi. Feliks się nie gniewa. Za bardzo ukochał ten ustrój, i za bardzo przerażała go wizja niepodległej, suwerennej Polski, by teraz strzelać fochy. Już 2 lata później robi profesurę, a kolejny rok później - łapie fuchę w Archiwum Komitetu Centralnego PZPR. Pracuje tam do 1987. 16 lat.

W karierze naukowej i awansach pomaga mu ślub z Lucyną, córką żydowskiego komunisty, Jakuba Bermana, wicepremiera w komunistycznym rządzie, stalinowskiego polakożercy odpowiedzialnego za aparat represji, zwalczanie bohaterów polskiego podziemia, wdrażanie w Polsce sowieckiej propagandy i mordy polityczne.

Co się dzieje z Tychem w ,,wolnej Polsce"? Zostaje objęty infamią za wysługiwanie się komunistycznemu reżimowi i w niesławie dobiega końca swych dni.

Żartowałem.

Zasiada w radzie Muzeum Historii Żydów Polskich i współtworzy - między innymi z kilkoma innymi żydowskimi ,,byłymi" działaczami komunistycznymi - organizację „Otwarta Rzeczpospolita”, Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

Żyd z nigdy nie spłaconym długiem wdzięczności wobec Polski, który całe życie służył gnębicielom polskiej niepodległości, walczy z... antysemityzmem.

Jakie to symboliczne.

Zajumane wiadomo skąd.

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 13-05-18 23:08

Z cyklu: ,,Mądrzejsze jest nie wspominać o tem".

,,Urodziłam się w 1931. Ojciec był podoficerem WP i w 1939 walczył z sowietami. Nie dostał się w sowieckie ręce, zdołał uciec. Tereny powiatu znalazły się pod okupacją sowiecką. Wszelkie urzędy zostały obsadzone przez NKWD – bardzo często przez miejscowych polskich Żydów komunistów, którzy otrzymali w ten sposób dostęp do wszelkich informacji o miejscowej ludności. W styczniu 1941 zjawiło się w naszym domu NKWD z poleceniem aresztowania ojca. Nie zastali go. Sowieci postanowili jednak czekać na niego. Za namową macochy powiedziałam żołdakowi, że muszę udać się do wygódki obok stodoły. Poszedł za mną. Za stodołą był las. Uchyliłam ruchome deski i czmychnęłam do lasu, a potem do sąsiadów, aby powiadomili ojca, że czekają na niego „ruscy”, niech nie wraca do domu. Sąsiad wsiadł na konia i zdążył odnaleźć ojca i uprzedzić go. Kiedy wróciłam, dostałam srogie lanie od sołdatów. Sowieci szukali ojca i często niespodziewanie zaglądali do naszego domu."

,,20.06.1941 r. o 4 rano obudziło nas łomotanie do drzwi. Do domu wtargnęło NKWD i powiedzieli, że nas aresztują. Przyprowadził ich polski Żyd, znajomy rodziny, o nazwisku Gołąbek. Był w mundurze NKWD, ale nie wszedł na podwórko tylko obserwował wszystko z drogi przed bramą. Zabrano nas pięć osób: mnie 10 lat, macochę, siostrę Wiktorię 5 lat, siostrę Reginę 3 lata i najmłodszego brata Andrzeja mającego zaledwie 5 miesięcy. Matka cały czas płakała."

,,Podróż była długa, jechaliśmy latem więc w wagonach było duszno, gorąco i cuchnąco. Baliśmy się o kilkumiesięcznego Andrzejka. Nie mieliśmy żadnych pieluch tylko kawałki szmat, nie wspominając o możliwości kąpieli czy mycia. Siadałam przy wrotach wagonu, sadzałam go na kolanach, a wiatr przez szpary osuszał rany i krosty na jego ciele. Bywało, że dzieci i starsi umierali z głodu oraz wycieńczenia. Nikt ich nie grzebał. Wyrzucano ciała z wagonów, kiedy pociąg stawał na moście nad jakąś rzeką. Zdarzało się, że matka ukryła ciało zmarłego dziecka, bo chciała je pochować po chrześcijańsku. Jednak sprawdzano wagony, zabierano ciała dzieci a matka dostawała kopniaki i cierpiała podwójnie z żalu i bólu. Na Uralu mama została przydzielona do pracy w chlewni przy świniach. Brygadzistką była Rosjanka. Też była biedna, miała małe dziecko, męża na wojnie, a pod opieką starą matkę. Jej dziecko też było głodne. Dostać zdrowe ziemniaki graniczyło z cudem, więc wymyśliły, że ukradną wiadro zboża i wymienią na ziemniaki. Mama ukryła więc zboże i pojechała po trociny. Tam jednak trafiła na brygadzistkę Żydówkę, która sprawdziła wóz i znalazła zboże. Matkę natychmiast postawiono przed sądem."

(Lucyna Wojno, ,,Relacje z zesłania", zeslaniec.pl)

Gross napisał jednostronny propagandowy paszkwil na Polaków, zatytułowany: ,,Sąsiedzi".

Może już najwyższa pora napisać książkę o tym samym tytule, ale przedstawiającą piekło, jakie zgotowali Polakom ich ,,sąsiedzi", a właściwie - goście?

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 16-05-18 8:17

Oto Yaffa Eliach, Żydówka, profesor uniwersytetu w Nowym Jorku. Od połowy lat 90-tych pani profesor skandalizowała amerykańską opinię publiczną (między innymi w ,,New York Times”) informacjami o krwiożerczych polskich antysemitach, a motywowała to historią, którą widziała na własne oczy i która dotyczy ją osobiście.

Otóż, kilkuletnia wtedy Yaffa widziała, jak ,,polscy antysemici z Armii Krajowej” zastrzelili w miejscowości Ejszyszki jej matkę i małego brata, i to tylko z uwagi na ich żydowskie pochodzenie.

Niby wszystko się zgadza, jest tylko jeden drobny szczegół, o którym Yaffa nie lubi mówić.

Jej ojciec, gospodarz domu ostrzelanego przez walczących o niepodległość żołnierzy AK, był… oficerem NKWD.

I w jego domu nocował kapitan sowieckiego wywiadu wojskowego, co potwierdził w późniejszych zeznaniach ów ojciec. Celem ataku byli więc agresorzy, żydowscy kolaboranci i radzieccy żołnierze, w tym – tatuś Yaffy.

Kobieta i dziecko zginęli, ale nie z powodu ,,antysemickiego bestialstwa”, a w wyniku ostrej strzelaniny, która wywiązała się między oddziałem AK a sowietami i ich pachołami.

Polacy nawet nie wiedzieli, że w domu przebywa kobieta i dzieci, zresztą – wcale nie musiało ich to dużo obchodzić – to była WOJNA, a oni byli NAPADNIĘCI. Dostali rozkaz zlikwidowania wroga, więc starali się go wykonać. Mieli wrzucić przez okno kamień z karteczką: ,,Prosimy o ewakuację kobiet i dzieci, bo za chwilę zaczniemy ostrzał”? To była pierdolona WOJNA, a nie ,,Trudne sprawy”.

W 1939 roku, gdy Rosja napadła na Polskę – ojciec pani profesor przystąpił do współpracy z masowo mordującą Polaków organizacją NKWD. Nagle zmienia się sytuacja na froncie, Niemcy podbijają polskie tereny zajęte przez ZSRR, więc mała Yaffa wraz z resztą rodziny współpracownika NKWD, czyli organizacji zajmującej się masowym mordowaniem Polaków, ukrywa się przed Niemcami, a z narażeniem życia zapewniają jej schronienie… Polacy. Kazimierz Korkuc i Antoni Gawryłkiewicz. Po kilku latach sytuacja na froncie zmienia się jednak ponownie, Rosjanie znowu wypędzają Niemców. Co robi ojciec Yaffy, z wdzięczności za to, że Polacy uratowali życie jego rodzinie? Wstępuje do Armii Krajowej? Poświęca resztę życia na odpokutowaniu swoich win i walczy ramię w ramię z Polakami o niepodległość tego kraju?

Nie.

Przystępuje ponownie do współpracy z masowo mordującą Polaków organizacją NKWD.

Dziwi kogoś, że taką antypolską, zdradziecką wesz (jedną z tysięcy!), próbowano zlikwidować…?

Zresztą, teorie Yaffy Eliach były do tego stopnia niedorzeczne i idiotyczne, że swego czasu, ponad 20 lat temu, polemizował z nimi (w pewnym zakresie) nawet… Adam Michnik. I paru innych pracowników ,,Wyborczej”. Ale było to w czasach, gdy musieli się bardziej pilnować, jeszcze zanim opadły im wszystkie maski. Dzisiaj albo przyklasnęliby kłamstwom ,,amerykańskiej pani profesor”, albo – w najlepszym razie – udawaliby, że ich nie widzą.

Polscy historycy, którzy zdemaskowali perfidne, oszczercze kłamstwa profesorki nakręcającej spiralę antypolskości w USA (jeszcze ktoś nie rozumie, czemu Czesi, Estończycy, Słowacy, Litwini, Łotysze albo Słoweńcy mogą latać tam bez wizy, a my nie, i kto za tym stoi?), wystąpili do USA z żądaniem, by ta oszustka intelektualna odniosła się do ich zarzutów i materiałów źródłowych. Odpowiedź ze Stanów nie pozostawiła wątpliwości. Yaffa Eliach została przesłuchana, jednak na koniec… odmówiła podpisania protokołu, wycofała się ze wszystkiego i odmówiła dalszej współpracy w tej sprawie.

Żydówka Yaffa Eliach forsuje w swoich publikacjach pogląd, że NKWD… ,,niosła sprawiedliwość”. Cóż, jeśli uznamy, że śmierć to najbardziej sprawiedliwe zjawisko na tym świecie, bo dotyczy każdego – biednego i bogatego, króla i pionka, prezydenta i rolnika – to w pewnym sensie możemy przyznać pani Eliach rację. NKWD była jedną z najbardziej masowo roznoszących ,,sprawiedliwość” organizacji w historii ludzkości.

Na koniec, fragment relacji brata Yaffy Eliach, o działalności ich taty PRZED (!!!) akcją, w której AK zaatakowała ich dom:

,,Mój ojciec wstąpił do rosyjskiej policji, NKWD, i kiedy wyruszali na poszukiwanie Polaków, chodził z nimi. Bywało, że w ciągu dnia zabijali piętnastu, albo dwudziestu ludzi i przywozili ich na targowisko w Ejszyszkach. Kładli ich na środku targowiska”.

www.razproza.pl/uncategorized/prawda-historyczna-po-zydowsku/

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 18-05-18 9:21

Pewnego dnia w Jedwabnem, w trakcie wojny, doszło do makabrycznych wydarzeń.
Dwie Żydówki (jak podają niektóre źródła - żony enkawudzistów), zrozpaczone i przerażone swoim losem po wkroczeniu Niemców, poszły nad sadzawkę, zamieniły się niemowlakami (żeby było łatwiej), po czym... utopiły je. Następnie same postanowiły się utopić.
I w tym punkcie pojawiają się skrajne rozbieżności. Przebieg wydarzeń znamy z relacji dwóch żydowskich świadków.
Pierwsza wersja: kiedy stojący na brzegu Polacy zobaczyli, że kobiety idą się utopić, natychmiast ruszyli im na ratunek. Udało im się złapać je, jednak zdesperowane kobiety nie chciały ratunku, wyswobodziły się z ich rąk i rzuciły na głęboką wodę, po czym utonęły.
Druga wersja: gdy kobiety poszły się utopić, na brzegu Polacy urządzili sobie wesołe widowisko. Jedna kobieta utonęła szybko, a druga... nie umiała utonąć. Polscy antysemici musieli jej doradzać co ma robić, żeby utonąć. Krzyczeli do niej, żeby położyła się twarzą do wody. Kobieta posłuchała mądrej rady i po chwili utonęła. Podsumowując - gdyby polscy antysemici nie udzielili kobiecie szybkiego kursu dotyczącego topienia się, ona stałaby w tej sadzawce po kolana albo po pas i czekałaby, aż ją zaleje wielka fala oceaniczna. Albo aż ją rekin zaatakuje. W sadzawce na polskiej wsi.
Autorką pierwszej relacji jest żydowska kobieta. Autorem drugiej - żydowski komunista, Szmul Wassersztajn - żydowski kapuś Sowietów, który donosił na Polaków do NKWD, a po wojnie działał w UB.
"Zgadnijcie którą wersję wydarzeń opisał w swojej antypolskiej książce Gross, syn żydowskiego komunisty - a o której nie wspomniał ani słowem.
Tym się karmisz, gorszy sorcie. Komunistyczną propagandą.
Bon apetit."

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 10-06-18 8:41

Trochę historii dla tych co popierają gnoi z PO (V kolumny) szczujących na Polskę.

"Kończy się wojna. My, Niemcy, odwracamy się od swojego Fuhrera. Już nie organizujemy na jego cześć wielkich pochodów, przy których marsze KOD-u wyglądają jak kolejka do zegarmistrza. Dopóki wygrywał, mordował i obiecywał nam złote góry, traktowaliśmy go jak boga. Ale nagle powinęła mu się noga, dostajemy po dupie na wszystkich frontach, więc, sami rozumiecie - jebać Hitlera i jego nazioli.

Sorry, świecie, głupio wyszło. Pomordowaliśmy trochę milionów ludzi, gwałciliśmy Polki, paliliśmy polskie dzieci żywcem, strzelaliśmy do polskich pacjentów zakładu psychiatrycznego, no generalnie długo by wymieniać. Ale jakby co, pamiętajcie - my tylko wykonywaliśmy rozkazy.

Naziole wykonywali wolę narodu, a naród wykonywał rozkazy nazioli. Więc kto jest winny? Nikt. Stało się i już. Oj tam, oj tam. A Kaczyński będzie niski.

Nie zrozumcie nas źle - żałujemy tego co się stało. Dlatego teraz przystąpimy do gruntownej denazyfikacji. Oj, będziemy denazyfikować wszystko co się rusza! Denazyfikocepsy już mamy ponapinane do granic możliwości, teraz to dobierzemy się naziolom do dupy! Zapłacą za wszystkie swoje zbrodnie!

Pozwólcie jednak, że najpierw naszym prezydentem zostanie Theodor Heuss. Felietonista hitlerowskiej propagandówki ,,Das Reich" - biuletynu NSDAP, założonego z inicjatywy Goebbelsa.

Co, źle? Oj dobra, dajcie mu trochę czasu, na przykład 10 lat. Co to jest 10 lat wobec wieczności. Potem go zastąpimy. Kim? Heinrichem Lubke. Współtwórcą obozów koncentracyjnych. Też porządzi sobie 10 lat. A niech ma!

Potem między innymi Walter Scheel - członek hitlerowskiej NSDAP aż do końca wojny. Zastąpi go Karl Carstens - członek hitlerowskiej NSDAP, a wcześniej SA - nazistowskiej bojówki, Oddziału Szturmowego partii Hitlera. Zluzował go ze stanowiska Richard von Weizsäcker - uczestnik ludobójczego napadu niemieckich bandytów na niepodległe państwo polskie we wrześniu 1939.

Naszym kanclerzem będzie Adenauer, który obronił nazistów, ułaskawiał ich i chronił przed procesami. Nie podobały mu się granice Polski, chciał odzyskać dawne niemieckie ziemie. Reparacje? Sreparacje. Lubił pozować przed aparatami w płaszczu krzyżackiem. W okresie jego rządów, 37% Niemców z RFN wyraziło pogląd, że eksterminacja Żydów i Polaków była koniecznością historyczną. Dyrektorem swojej kancelarii, Adenauer uczynił Hansa Globke, urzędnika MSW w III Rzeszy, zajmującego się ustawami ułatwiającymi prześladowanie Żydów, działającego pod rozkazami Eichmanna.

Adenauera na stanowisku kanclerza zastąpi Ludwig Erhard, który nie uznawał zachodnich granic Polski. Czyli szef kraju, który zniszczył całe państwo i wymordował miliony jego przedstawicieli, domagał się rewizji jego granic.

Erharda na stanowisku kanclerza zastąpi nazista Kurt Kiesinger - od 1933 członek hitlerowskiej NSDAP, od 1940 aż do śmierci Fuhrera - szef propagandy w hitlerowskim MSZ. Kanclerz Kiesinger zatrudnił w swoim rządzie Kurta Schmuckera, w partii Hitlera od 1937, Karla Schillera, członka hitlerowskiej NSDAP i Oddziału Szturmowego SA, Hermanna Hocherla, członka NSDAP który zgłosił się do Wehrmachtu na ochotnika, by służyć niemieckim nazistom w okupowanej, bandycko napadniętej Polsce.

Taka tam, denazyfikacja.

Po niemiecku."

Odpowiedz Cytuj
Jedwabnik 11-06-18 22:55

"Na świecie trwa dezorientująca kampania propagandowa, mająca zacierać w świadomości młodego pokolenia fakty historyczne. Dlatego o hitlerowskich obozach koncentracyjnych utworzonych przez Niemców w naszym kraju pisze się, że były ,,polskie".

O spaleniu miotaczem ognia małej dziewczynki uciekającej we wrześniu 1939 z oblężonej poczty w Gdańsku, lub o wywiezieniu chorych nerwowo polskich dzieci ze szpitala do lasu i wystrzelanie ich, biegających między drzewami - wielu Polaków dowiaduje się z hobbystycznych profilów, takich jak mój. Nikt o tym nie mówi, nikt tego nie nagłaśnia, panuje zmowa milczenia, a całą uwagę przekierowuje się na tak ważne sprawy, jak zdechła wiewiórka w parku.

A polski ,,Newsweek", leżący w łapach niemieckiego koncernu, smaruje artykuł o tym, jak to źli Polacy wypędzali biednych pokrzywdzonych Niemców po wojnie.

Tych mediów nie trzeba repolonizować ani dekoncentrować, tylko ZAORAĆ, a cegły z ich budynków przeznaczyć na mur na granicy polsko-niemieckiej.

Bandyta włamał ci się do domu z bronią w ręku, wymordował pół twojej rodziny, a tobie kazał leżeć na podłodze z rękami na głowie, gdy rabował twój dobytek. Nagle potknął się, złapałeś jego broń i zacząłeś go gonić. Uciekł, ale zaczął wszystkim wokół skarżyć na ciebie, że go wypędziłeś. I że to chyba nie jest ta słynna polska gościnność.

Ten sam poziom absurdu.

Jeśli po tych wszystkich potwornościach, po tym wszystkim, co ich ojcowie uczynili naszym przodkom, Niemcy nie dziękują dziś Polakom i nie wysławiają nas za to, że nasi przodkowie ich tylko wypędzili zamiast wymordować, a zamiast tego mają tupet, żeby przerzucać NA NAS winę za to co się stało, to znaczy, że Niemcy jako państwo nie powinno istnieć. Nie zasługują na własne państwo.

Widocznie Bóg uznał podobnie, skoro wysłał im Angelę Merkel."

Odpowiedz Cytuj
Szechter 14-06-18 9:40

Kilka przykładów z ostatnich 2-3 lat, o których dowiaduję się po raz pierwszy. Widocznie przegapiłem te wydania ,,Faktów" w TVN, w których była o tym mowa - że tak zażartuję.
W belgijskim Liege, szukający azylu 30-letni uchodźca Karim przez kilka dni gwałcił niepełnosprawną intelektualnie nastolatkę, żeby urodziła mu dziecko. Dziecko było mu potrzebne, żeby osiedlić się w Belgii i zyskać przywileje.
W szwedzkim Visby pięciu uchodźców przez kilka godzin gwałciło kobietę poruszającą się na wózku. Zostali wypuszczeni po kilku dniach, bo sąd uznał, że sparaliżowana kobieta... niewystarczająco się broniła. Jak podaje serwis Breitbart, szwedzka policja długo utrzymywała w tajemnicy pochodzenie sprawców gwałtu, bojąc się oskarżeń o rasizm. Nic dziwnego - Starbucks został oskarżony o rasizm, zorganizował szkolenia antyrasistowskie dla pracowników, zamknął na 1 dzień tysiące swoich punktów w USA i stracił miliony dolarów, bo pracownik tej sieci nie pozwolił - trzymając się regulaminu - odlać się dwóm gościom, którzy nie byli klientami lokalu.
Rok temu w niemieckim Neuenhaus imigrant z Somalii włamał się do domu opieki, zgwałcił sparaliżowanego 59-letniego mężczyznę, po czym poszedł do drugiego pokoju, zgwałcił innego staruszka i zamordował jego 87-letnią żonę, próbującą pomóc mężowi.
To nie niskobudżetowy, kiczowaty film z wypożyczalni kaset VHS.
To Europa.

Odpowiedz Cytuj



Wróć do tematów

Adres tej witryny: https://scinawa.istrefa.com

istrefa gmina Ścinawa | istrefa powiat Lubin | istrefa dolnośląskie | istrefa Polska

Ścinawa - miasto, gmina miejsko-wiejska, powiat Lubin, województwo dolnośląskie - portal lokalny
Kod pocztowy: 59-330


Info

  • Strona nie wymaga rejestracji ani logowania.
  • Każda nowa wypowiedź jest anonsowana na stronie głównej.

Szukaj...


Zgłoś problem...

Zgłoś problem techniczny związany z działaniem portalu.

Zgłoś problem